W czerwcu Grupa TENSE świętowała swoje dziesięciolecie. W tym czasie jej Prezes Michał Więcław przeszedł długą drogę od kierowania dwuosobową działalnością prowadzoną w rodzinnym domu, do zarządzania jedną z największych agencji SEO w Polsce. Jest mi niezmiernie miło przedstawić rozmowę z Michałem Więcławem, prezesem i założycielem Grupy TENSE.

Michał, jesteś właścicielem i twórcą firmy, która w tym roku obchodzi dziesiąte urodziny. Jakie to uczucie?

Jakie to uczucie? Raczej dobre, dziesięć lat to bardzo dużo. Na pewno odczuwam satysfakcję i zadowolenie. Gdyby dziesięć lat temu, kiedy zaczynałem od pozycjonowania firmy rodziców, ktoś wszedł do mojego pokoju i powiedział, że teraz będę w tym miejscu, na pewno bym nie uwierzył. Nie spodziewałem się, że tak potoczy się historia.

Co w tej drodze było najtrudniejsze?

Na pewno początki. W momencie startu nie miałem kapitału i wyrobionej marki, brakowało mi doświadczenia. Trudno było rekrutować ludzi, bo tak naprawdę jedyne, co mogliśmy im zaoferować to obietnica, że kiedyś będzie lepiej.

Kolejną sprawą był mój brak doświadczenia biznesowego – miałem małą wiedzę i duże ambicje. W pierwszym lub drugim roku działalności pozyskaliśmy klienta z budżetem kilku tysięcy złotych miesięcznie. Niestety po jakimś czasie okazało się, że jest dłużnikiem. Niewiele brakowało, a musiałbym zamknąć firmę.

Organizacyjnie też bywało trudno. Pierwsze biuro mieściło się przy Wolsztyńskiej 7, a otrzymaliśmy je „w spadku” po studentach. Pamiętam, że było w opłakanym stanie i wspólnie z kolegą ze studiów sami musieliśmy je wysprzątać i odmalować, aby nadawało się do użytkowania.

Grupa TENSE pierwsze biuro

Obecnie najtrudniejszy jest  ciągły rozwój. Wciąż się zmieniamy, ulepszamy. Muszę nad tym zapanować, oczywiście z pomocą kompetentnych i zaangażowanych pracowników.

Wspólnie opracowujemy nowe rozwiązania organizacyjne i własne narzędzia usprawniające pracę. Wciąż tworzymy. Nie da się wszystkiego zaplanować, bo ciągle pojawiają się zmiany. Chaos z nimi związany z jednej strony nas napędza i motywuje, a z drugiej powoduje napięcia.  Wyzwaniem w tym wszystkim jest to, abyśmy się nie zatrzymali. Jeśli przestaniemy iść do przodu,  zaczniemy się cofać i konkurencja nas wyprzedzi.

Czasem zdarzają się chwile, kiedy myślę, że najchętniej na trzy miesiące wszystko bym zatrzymał, spokojnie rozpisał procesy i procedury, zrobił wszystko idealnie. Ale nie ma takiej możliwości.

Mimo tego, że mam duże wsparcie Zarządu i managerów, trudno jest dźwigać odpowiedzialność za wszystkie kluczowe decyzje i kierunki rozwoju. Podejmuję decyzje, ale nigdy nie mam pewności, że zawsze będą dobre.

Które decyzje są najcięższe?

Na pewno te związane z kadrą. Nie da się niestety spełnić oczekiwań wszystkich osób, zawsze jednak staram się podejmować takie decyzje, które pozwolą zadowolić jak największe grono interesariuszy.  Niektóre decyzje są ciężkie i niepopularne – muszę się z tym zmierzyć biorąc całą odpowiedzialność na siebie.

A co sprawia Ci największą przyjemność w zarządzaniu Grupą?

Mnie cieszą tak naprawdę małe rzeczy. Wiadomo, ważne jest dla mnie to, kiedy odbieram nagrody biznesowe, ale największą satysfakcję sprawia mi świadomość, że wszystko dobrze funkcjonuje. Albo na przykład zamówienie do firmy lodów tajskich – miło widzieć, że sprawia to ludziom radość i mogą na chwilę oderwać się od biurek.

Pamiętam też moje zdziwienie, kiedy na samym początku działania firmy otrzymaliśmy premię od… klienta. Właściciel firmy był tak zadowolony z naszych usług, że przesłał nam dodatkowe 1000 zł jako bonus.

Lubię też, kiedy udaje nam się zrealizować wymagający projekt albo osiągamy rewelacyjne wyniki dla klienta. Eksplorowanie, zdobywanie nowych celów – to cieszy mnie w pracy najbardziej.

Grupa TENSE 10 urodziny

Zostańmy trochę w dawnych czasach. Wiem, że kiedyś dużo grałeś w szachy, brałeś udział nawet w mistrzostwach Polski. Opowiedz o tym.

Szachy były moją pierwszą sportową miłością. Grałem półamatorsko, ale w pewnym momencie musiałem zdecydować czy chcę się tym zająć zawodowo, czy szukać innej ścieżki. Nie wybrałem kariery szachisty, gdyż jest ona po prostu zbyt ryzykowna. Podziwiam jednak ludzi, którzy się na nią decydują.

Szachy rozwijają intelektualnie, a jeśli zaczniemy w nie grać jako dzieci, chłoniemy jeszcze więcej. Umiejętności, jakie posiadłem grając w dzieciństwie, wykorzystuję teraz na co dzień. Nie mam problemów z kreatywnym myśleniem czy zapamiętywaniem. Szachy może nie wpływają wprost na prowadzenie biznesu, ale na pewno sporo zmieniają. Są szkołą myślenia, planowania wielu strategii i sprawdzania, która przyniesie najlepszy efekt.

A Twój największy szachowy sukces?

Na pewno był to udział w Mistrzostwach Polski do lat dwudziestu, w których trafiłem do pierwszej dziesiątki. Byłem też drużynowym akademickim wice-mistrzem Polski.

Michał Więcław szachy

Twoje dzieci będą grały w szachy?

Na pewno. Szczególnie, że wiem, ile to daje. Dzieci powinny się rozwijać fizycznie, ale również intelektualnie. Jeśli będą traktowały naukę jak zabawę, mają szansę na szybki rozwój intelektualny, który pomoże im w życiu. Najlepsi szachiści po przeczytaniu dwudziestu, trzydziestu stron tekstu potrafią go w większości zapamiętać. To niebywałe rzeczy, oczywiście ocierające się o bycie geniuszem. Wiadomo, że nie każdy ma na to szansę, ale sama nauka szachów przekłada się zdecydowanie na dorosłe życie. Na pewno rekomenduję ten sport.

Masz zdecydowanie zacięcie sportowe. Oprócz szachów, grasz również w squasha. Chodzi bardziej o rywalizację czy dobrą zabawę?

W zasadzie jedno i drugie. Nie byłem nigdy fanem sportów drużynowych, bo zawsze coś psułem (śmiech). Squash jest dla mnie takim restartem. Wracam do domu, jest czas dla dziecka, a potem idę pobiegać na korcie. Wiadomo, wychodzę na kort po to, aby wygrywać. Gram ze szwagrem, liczba zwycięstw rozkłada się mniej więcej pół na pół. Zresztą nie jestem graczem zawodowym, co po mnie widać.

A jak wyglądają zawodowcy?

Raczej są wysocy, szczupli, szybcy i zwinni. Ja gram już od około pięciu, sześciu lat dwa albo trzy razy w tygodniu. Mam więc umiejętności, ale raczej na poziomie amatorskim. Jak jestem zmęczony po całym dniu pracy, idę pograć w squasha i mogę dalej pracować (śmiech).

Ciągle praca i praca, kiedyś trzeba odpocząć, więc wybierasz podróże. Gdzie najczęściej jeździsz?

Raczej nie gdzie, a kiedy (śmiech), bo czasu tak naprawdę jest mało. Z Martą mamy dwa rodzaje wyjazdów, które lubimy. Pierwszy to taki typowy chill i odpoczynek, leżenie plackiem na plaży i nic nierobienie. Oczywiście dziecko trochę zmieniło tę koncepcję, ale co najmniej raz do roku taki wyjazd jest nam potrzebny, żeby się zresetować.

Druga forma wyjazdów to aktywny wypoczynek – dużo zwiedzamy i poznajemy nowe miejsca.  Głównie zwiedzamy Europę, ale dłuższe wyprawy też się zdarzają, np. do Japonii albo na Kubę.

Które z tych miejsc najbardziej cię urzekło?

Japonia, zdecydowanie Japonia. Zupełnie inna kultura od naszej, bardzo przyjazna, otwarta. Mimo że byliśmy tam obcy, czuliśmy się niemal swojsko. Japonia to połączenie dwóch aspektów – ultra nowoczesności i historii. W Japończykach lubię to, że są pracowici i mają zdecydowanie większy szacunek do pracy niż ludzie na zachodzie Europy. Może nawet czasami ten etos pracy jest za duży, ale z mojego punktu widzenia podoba mi się, że są kraje, w których pracodawcę traktuje się z dużym szacunkiem, bardziej jako partnera, opiekuna.

Michał Więcław Japonia

Podczas planowania wyjazdu wybierasz biuro podróży czy przygodę i spontan?

Jedno i drugie. Jeśli chcemy leżeć plackiem, to wybieramy biuro podróży, bo nie martwimy się wtedy o nic. Ale na przykład wyjazd do Japonii zorganizowaliśmy sobie sami, włącznie z korzystaniem z AirB&B i kupnem wszystkich biletów. Fajna przygoda, jechaliśmy w zupełnie inny rejon świata, nic nie wiedząc, ale się w tym odnaleźliśmy. Najlepsze było metro, które czasem ma 8 poziomów i przez godzinę nie można z niego wyjść, bo nie wiadomo gdzie iść.

Gdybyś nie miał teraz żadnych ograniczeń, a miał czas, to gdzie byś pojechał?

Nie zastanawiałem się nad tym. Chyba Azja, może Korea Południowa. Ale Ameryka Południowa czy Kanada są dla mnie równie ciekawe. Jednak do zwiedzania tych zakątków świata zdecydowanie potrzebuję więcej czasu. Marzy mi się podróż po Stanach Zjednoczonych, ale to już wyprawa na co najmniej trzy tygodnie. No i teraz pojawiło się utrudnienie w postaci małej, dodatkowej podróżniczki, co może trochę komplikować planowanie długich podróży. Szczególnie, że wszystko teraz kręci się wokół Zosi i już nie można tak łatwo wziąć plecak i wyjechać.

Jesteś tatą małej córki, jak łączysz tę rolę z zarządzaniem firmą?

Niestety średnio mi to wychodzi. W tygodniu bardzo dużo pracuję, jak spędzę z nią pół godziny wieczorem, to jest sukces. Staram się jednak nadrabiać ten czas w weekendy. Firma jest na takim etapie rozwoju, że niestety nie mogę sobie pozwolić na powrót do domu po 16. i niepracowanie. Muszę dokonywać trudnych wyborów, które czasem są krzywdzące dla rodziny.

Która rola jest łatwiejsza – ojca czy szefa?

Zdecydowanie ojca. To daje więcej radości i satysfakcji. Dziecko to ciągła przygoda. Chociaż też niemałe wyzwanie.

Jak wygląda Twój dzień?

Dzień zaczynam dość późno, około ósmej. Ale to dlatego, że późno go kończę. Rano opiekuję się małą, organizuję wszystko, tak abyśmy razem z Martą wyszli do pracy. Z domu wyjeżdżam najczęściej przed dziewiątą. Wracam około osiemnastej-dziewiętnastej, bawię się z córką, potem jakiś squash, no i wracam do pracy. Dzień kończę późno w nocy lub nad ranem.

W weekendy jest lepiej, staram się, aby te dni były chociaż częściowo wolne. Kiedyś pracowałem 7 dni w tygodniu, teraz już tak nie robię, więc uznaję to za sukces. Natomiast dziecko zmieniło to, że teraz już kompletnie nie mam czasu wolnego.

Michał, jak się prowadzi taką fajną firmę?

To, że firma jest fajna, to nie jest moja zasługa, tylko Was wszystkich. Atmosferę tworzy zespół. To jest zresztą też część misji firmy. Chcemy świadczyć jak najlepsze usługi, ale zależy nam także, aby pracownicy dobrze się u nas czuli i mogli realizować swoje cele.

Grupa TENSE medale dla SEO

Nadal jest to firma rodzinna. To trudne, aby z jednej strony wymagać od pracowników, a z drugiej utrzymywać płaską strukturę i dobre relacje.

Zrobię Ci też taką małą reklamę, bo bardzo się cieszę, że wymyśliłaś koncepcję wywiadów. Ja jestem otwarty na takie inicjatywy,  nie zawsze jesteśmy w stanie realizować wszystkie pomysły, ale jak widać – swój rozwijasz znakomicie. Większość zgłaszanych pomysłów analizujemy i wcielamy w życie, ale część z nich jest zbyt trudna do wdrożenia lub zbyt czasochłonna.

Inicjatywy niewymagające dużego zaangażowania wielu ludzi są bardzo szybko przez nas akceptowane. Zachęcam do takich pomysłów i do aktywnego uczestnictwa.

Jak się zmienił Michał Więcław przez ostatnie 10 lat?

Na pewno, gdybym zaczynał 10 lat temu z tą wiedzą, jaką mam teraz, dużo rzeczy zrobiłbym inaczej. Jest takie powiedzenie, że najlepiej uczyć się na cudzych błędach, ale tak się nie da. Dzisiaj wiem więcej niż kiedyś, ale kiedyś będę wiedział więcej niż dzisiaj, a potem stwierdzę, że nic nie wiem. Taki paradoks.

Czego można się od Ciebie nauczyć?

Trudno powiedzieć. Szczególnie, że pełnię chyba wszystkie możliwe funkcje, w firmie, przynajmniej w małej części. Wydaje mi się, że mam wiedzę praktyczną, co wynika z mojego doświadczenia. Umiem też rozwiązywać problemy, w sumie rozwiązałem ich już tyle w swoim życiu, że jest to też element, z którym większość osób do mnie przychodzi po konsultacje. Więc z jednej strony doradztwo, a z drugiej kreatywne podejście do rozwiązywania problemów.

Czego życzysz Grupie TENSE na te dziesiąte urodziny?

Stabilności. Najważniejsze jest to, aby firma dawała poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Chodzi o to, aby ludzie, którzy tu pracują czuli się dobrze i bezpiecznie oraz mogli się rozwijać. To są dwa parametry, na których mi najbardziej zależy. Wiem, że jeśli ktoś się nie czuje w organizacji dobrze, to prędzej czy później ją opuści. Nie wszystkich niestety można uszczęśliwić, bo często pojawiają się potrzeby, które są niemożliwe do spełnienia z biznesowego punktu widzenia albo po prostu nie ma tylu stanowisk zarządczych (śmiech). To jest trudne wyzwanie.

Grupie TENSE życzę też rozwoju, aby dawała możliwość nauki swoim pracownikom. Ludzie ambitni zawsze u nas szybko awansowali. Cenię osoby, które potrafią dać więcej, niż oczekuję, bo dzięki temu firma się rozwija i jest w takim, a nie innym miejscu. Życzyłbym sobie, aby takich ludzi jak najwięcej.

A czego życzyć Michałowi Więcławowi?

Nie wiem… Może więcej zrozumienia i wyrozumiałości… Wiele problemów w firmie wynika właśnie z niezrozumienia procesów i decyzji biznesowych. Nie wszyscy zawsze rozumieją, że wybory nie zawsze są łatwe i często wiążą się z odrzuceniem czyjegoś pomysłu, koncepcji. Muszę zawsze pamiętać, że jestem odpowiedzialny za ludzi, ich sporą część życia, kredyty, rodziny.

Co jeszcze chciałbyś nam powiedzieć?

Kiedyś wszystkich w firmie dokładnie znałem. Teraz niestety już jest to niemożliwe, a brakuje mi tego, bo lubię wiedzieć, z kim pracuję. Jednak to nie powinno być barierą dla innych osób.

Mamy w firmie płaską strukturę. Zakładam, że najważniejszy jest wzajemny szacunek, że zawsze można przyjść i porozmawiać. Co prawda czasem brakuje czasu, „bieżączka” jest zawsze, a gdy myślę, że już mam wolną chwilę i wszystko jest rozwiązane, to wpada kontrola ZUS i wiadomo (śmiech).

Natomiast chciałbym podkreślić, żeby ludzie nie obawiali się przychodzić czy to z problemami, czy z pomysłami – zapraszam.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę

Dzięki również.

Wywiad na dziesięciolecie Grupy TENSE z Michałem Więcławem
5 (100%) z 5 głosów
Artykuł Ci się spodobał? Udostępnij!