Od ponad dekady marketerzy sprytnie wykorzystują fakt, że osoby, które po prostu lubią daną firmę, chętnie dzielą się swoimi opiniami na jej temat, biorą udział w organizowanych przez nią konkursach czy sami rozpoczynają dyskusje w mediach społecznościowych. Aby wykorzystać potencjał, żeby być trendy, trzeba umożliwić różnorodne aktywności „swoim” internautom – nie tylko w formie zdjęć, filmów czy wzmianek w „socialach”. To po prostu podstawa, a jednocześnie najprostsze wytłumaczenie tego, czym jest User Generated Content. Jego znaczenie rośnie – i nic nie wskazuje na to, żeby ten trend się zatrzymał. Popularność UGC nie powinna być dla nikogo czymś zaskakującym. Poniżej przybliżam, dlaczego warto i jak wykorzystać go również w rozwoju nawet małego przedsiębiorstwa.

Liczby mówią same za siebie

W tej chwili siedzisz przed ekranem komputera lub trzymasz smartfon w dłoni. Gdy trafisz na ciekawy artykuł, jesteś w stanie przeczytać do 250 słów w minutę. Podczas lektury interesującego wpisu – w trakcie wspomnianych 60 sekund – przez cały Internet przechodzi prawdziwa burza. O czym mowa? O contencie, który generują sami użytkownicy. W przesyconej sieci chcemy trafiać na wartościowe treści. Część osób nawet nie wie, że nie „szukają się” one same. Zostają przygotowane w ramach idei marketingu przychodzącego (inbound marketing).

Mało kto zdaje sobie sprawę, że w ciągu minuty, Instagrama scrolluje około 180 tysięcy nowo zalogowanych osób, wysyłanych jest około 2,5 miliona snapów, a do sieci trafia niecałe pół miliona tweetów. A przecież to tylko część aktywności, którą – także każdy z nas – wykonuje codziennie. Jak pisze Lori Lewis, autorka zestawienia What Happens In An Internet Minute, ludzie korzystają z wielu ekranów naraz, przełączając różne serwisy społecznościowe z prędkością błyskawicy. Przy czym często nie mają pojęcia, że w ogóle to robią…

…podobnie jak z czerpania z User Generated Content!

Szukasz przepisu na danie dla swojej dziewczyny? Zobacz, jak się je przygotowuje na YouTube. Zastanawiasz się, jakie są najciekawsze miejsca do odwiedzenia w Barcelonie? Sprawdź zdjęcia z hashtagiem #bcn na Instagramie. Myślisz nad zakupem czytnika zamiast kilku tomów tradycyjnych książek? Zanim podejmiesz decyzję, poczytaj recenzje na blogach technologicznych. To tylko garstka przykładów, z którymi mamy do czynienia na co dzień. I tak, jak multitasking stał się normalnością, a nie umiejętnością, którą możemy chwalić się w CV, tak przydatne treści od użytkowników dla użytkowników, nie są już niczym zadziwiającym.

Kiedy można mówić o User Generated Content?

Muszą być spełnione pewne warunki – w teorii oraz w praktyce. Powstanie zarówno tego pojęcia, jak i samego zjawiska sprawiającego, że Internet praktycznie w całości przejęli jego użytkownicy ze swoimi przyzwyczajeniami, jest bezpośrednio powiązane z nowymi mediami. Ich zdefiniowanie jest niezwykle trudne, gdyż cały czas ewoluują – paradoksalnie – właśnie dzięki UGC.

Możemy wesprzeć się definicją Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Ma już ponad 10 lat, jednak nadal jest aktualna. Mówi o tym, że treść UGC udostępnia się z wykorzystaniem Internetu – co dość oczywiste. Ponadto jest rezultatem twórczej pracy – chociaż w części. Eksperci zwrócili uwagę na fakt, że User Generated Content często nie jest aktywnością w ramach konkretnego zawodu – internauci angażują się w projekt z własnej, nieprzymuszonej woli.

Dlaczego warto stawiać na User Generated Content?

Nie ma co ukrywać, że nie każda kampania będzie udana – nawet jeśli marketerzy spędzą nad jej przygotowaniem wiele godzin. Jednak, jeśli:

  • wiesz, że komunikaty już trafiają do zaangażowanych użytkowników,
  • albo istnieje cień szansy na to, że takie osoby pojawią się szybko,

to warto korzystać właśnie typowo z UGC. Co więc daje taki content i jakie są jego przykłady?

  1. Nowe pomysły na kampanie i produkty

Użytkownicy używają hashtagów proponowanych w kampaniach, lecz nie do końca zdają sobie sprawę, że są one typowo komercyjne. Recenzje, komentarze, opinie i oceny mogą być:

  • podstawą do doskonalenia produktów i usług,
  • modyfikowaniu strategii marketingowej,
  • pomocą przy organizowaniu eventów, promocji, akcji rabatowych itd.,
  • społecznym dowodem (social proof) dla innych internautów.

Trafnym przykładem takiej kampanii może być Artystyczna Podróż Hestii. O czym mowa? O konkursie dla twórców z Instagrama, który przeprowadza znana marka oferująca ubezpieczenia. W 2018 roku odbyła się już jego 3. edycja. Jednak sam zamysł jest znacznie szerszy. Hashtag #artstycznapodroz na początku kwietnia ma prawie 400 tysięcy oznaczeń na Instagramie. Mało? Według mnie – zdecydowanie nie. Kontekst działań PR-owych marki nie jest oczywisty na pierwszy rzut oka, a sama ingerencja firmy Hestia nie jest inwazyjna i nachalna wobec użytkownika. Jak dla mnie – strzał w dziesiątkę. Docenienie użytkowników z pomysłem oraz ciekawym hobby, do tego zwiększenie własnej rozpoznawalności, a jednocześnie zaangażowanie społeczności do korzystania z nowego hashtagu (w tym wielu z nich nie ma nawet pojęcia, że zostali „złapani” do przemyślanej kampanii…!). Brzmi świetnie!

Źródło: https://www.instagram.com/explore/tags/artystycznapodroz/?hl=pl

  1. Oszczędności – czasu i pieniędzy!

Gdy użytkownicy sami tworzą content, marketerzy mogą go wykorzystywać w kanałach komunikacji marki. Są to np. wysokiej jakości zdjęcia czy filmy, których realizacja pochłonęłaby sporo czasu i pieniędzy. Wówczas specjaliści mogą w pełni skupić się na obsłudze poszczególnych kampanii czy też mediów społecznościowych.

  1. Większe zaangażowanie to napływ oryginalnych treści

Gdy internauci mogą dołożyć cegiełkę do ciekawego projektu, akcji lub wziąć udział w konkursie wymagającym czegoś więcej niż napisania komentarza na Facebooku, są zazwyczaj gotowi, żeby to zrobić. Jednym z najgłośniejszych przykładów takiego zachowania okazał się odzew na kampanię Coca-Coli „Share a Coke”, która w Polsce była znana jako „Podziel się radością”. Wówczas producent tego popularnego napoju wypuścił serię butelek i puszek z charakterystycznymi dla swojej marki czerwonymi etykietami. Sęk w tym, że zamiast rozpoznawalnego logo miały… proste napisy – obejmujące m.in. uczucia (np. „Przyjaźń”, „Miłość”), a także imiona oraz pseudonimy. Zwykły produkt, który już z daleka rozpoznaje niemalże każdy, stał się „gadżetem”, którym chwalono się w mediach społecznościowych na masową skalę. Oczywiście przełożyło się to na zwiększenie sprzedaży. Bo kto nie chciałby mieć puszki Coli z własnym imieniem? :)

Chęci użytkowników do współtworzenia treści powinny wykorzystywać nie tylko duże, znane firmy, ale także mniejsi przedsiębiorcy. Jednym zdaniem – wszyscy, bo każdy biznes chce się otworzyć na nowych klientów. A nimi zaczynają być nie tylko Pokolenie Y, ale i Z, czyli ci urodzeni w drugiej połowie lat 90. i później. W Polsce ta grupa liczy około 9 milionów osób (według raportu Newspoint).

  1. Wsparcie pozycjonowania

Nie ma co do tego wątpliwości, że dla SEO wartościowe linki przychodzące z różnych źródeł są na wagę złota. Odnośniki z blogów, social mediów czy innych platform internetowych sprawiają, że pozycjonowanie ma dodatkową podporę.

  1. Budowanie autentycznej społeczności

UGC to również metoda na zwiększenie zaufania, rozpoznawalności marki – otrzymujemy zaangażowanie stworzone naturalnie. Ciekawe historie napisane przez klientów – w formie postów, komentarzy na forach lub dedykowanych platformach brandów – umożliwiają pokazanie czegoś więcej niż tylko usługi lub asortymentu. O tym mówił już Steve Jobs, który uważał, że produkty z jabłkiem na obudowie nie są sprzedawane jako luksusowy przedmiot. To styl życia, idące za nim emocje, decyzje w wielu codziennych wyborach. Ta strategia szczególnie sprawdza się w branży modowej.

Źródło: https://www.instagram.com/explore/tags/danielwellington/

  1. Lepsza obsługa klienta

Jeśli opinie napisane w Google Moja Firma są pozytywne, a sama wizytówka odpowiada na potrzeby „userów”, dodatkowo łatwo można poprawić konwersję. Podobnie wygląda to z serwisami takimi jak Yelp, TripAdvisor czy Booking. Nawet najlepsza ocena i profesjonalne zdjęcia ustępują fotografiom od „przeciętnego Kowalskiego” czy kilku prostym zdaniom oceniającym pokój hotelowy.

Podsumowanie

Nadejście słynnego „roku mobile” zapowiadano niemalże w każdym podsumowaniu mijających 365 dni od dobrych kilku lat. Gdy w końcu wejścia na strony internetowe ze smartfonów i tabletów w niektórych krajach wyniosły ponad 50% całego ruchu, nikt już nie był zdziwiony. Była to po prostu kwestia czasu. Podobnie okazało się z User Generated Content.

Użytkownicy Internetu nie ufają bezpośrednim reklamom, więc… instalują ad blockery, które zapobiegają wszelkim niechcianym bannerom czy pop-upom. Młodsze pokolenia uważają przekazy promocyjne za coś nachalnego i porównują je do agresywnej sprzedaży – znanej z amerykańskich filmów w latach 80. i 90. W Polsce reklama jest dodatkowo utożsamiana z typowym telemarketingiem. Dlatego nowoczesna komunikacja marki zamiast być suchym przekazem, musi w pełni czerpać z content marketingu – w tym z User Generated Content. Za priorytet należy obrać tworzenie przestrzeni do dialogu, aby nie być wyłącznie jednostronną „tubą”.

Do sieci trafiają różne „rzeczy”. W końcu żyjemy w erze internet of things. Content odmienia się na wszystkie przypadki, a dołożenie do niego członu „marketing” nikogo już nie dziwi. To wysokiej jakości treść jest obecnie czymś, co najbardziej przyciąga użytkowników. A kto powiedział, że właśnie oni sami nie mogą jej tworzyć, włączając się w komunikację marki?

 

Użytkownik, który jest twórcą, czyli czym jest User Generated Content
5 (100%) z 10 głosów
Artykuł Ci się spodobał? Udostępnij!