Wiele osób jest przekonanych, że Copywriterzy wykonują łatwą pracę, którą można zacząć nawet od zaraz – bez większego przygotowania. Ot co, wystarczy tylko komputer z prostym edytorem tekstu – bo pisać potrafią wszyscy. Banał! We wstępie nie powinienem odpowiadać sam sobie, ale jeśli myślisz, że copywriting to bułka z masłem – już teraz wyprowadzę Cię z błędu. Jest zupełnie odwrotnie. A jak pisanie tekstów do internetu wyglądało prawie 15 lat temu? Co się polepszyło i czy zmiana to faktycznie jedyny pewny punkt w pracy Copywritera? Na te i wiele innych pytań w rozmowie odpowie Krzysztof Trupinda, który dla klientów Grupy TENSE pisze już siedem lat.

Z wykształcenia informatyk. Można więc stwierdzić, że koniec końców wybrał sobie zawód z zupełnie innej bajki. A jednak jest z tego zadowolony, bo copywritingiem zajmuje się już od dekady, a rok temu dołączył do naszej contentowej ekipy jako Korektor SEO. Jak to się stało, że z wykształcenia umysł ścisły wykorzystuje klawiaturę nie do programowania, a do pisania?

Początki pracy copywritera.

Ewa, z którą rozmawiałem wcześniej, stwierdziła, że nic nie dzieje się przypadkowo – także wybór zawodu.

W moim życiu copywriting zdecydowanie pojawił się przez przypadek.

To znaczy jak?

Nie planowałem tego, a pisaniem zajmuję się w sumie już od 2007 roku. Szmat czasu. Dla wielu początkujących Copywriterów to jedyna opcja na start. Najpierw dorabiałem w ten sposób w trakcie studiów, a później na spokojnie po godzinach. Miałem wtedy pracę na etacie, więc pisanie tekstów pod pozycjonowanie było tylko dodatkiem. Jak to się mówi – bez spiny.

Ciekawi mnie więc jedno – kiedy stwierdziłeś, że będziesz wyłącznie Copywriterem? Często bywa tak, że zmianie branży towarzyszy jakieś mocne wydarzenie. Coś, co powoduje wyrwę w życiorysie lub zmienia myślenie o 180 stopni.

Szczerze Ci powiem, że nigdy specjalnie się na tym nie skupiałem. Wiesz, mam wrażenie, że moja przygoda z copywritingiem to po prostu szczęśliwe zbiegi okoliczności. Nie ma z nimi związanych żadnych dramatów, pasma błędów i problemów. Jednym zdaniem – po prostu tak wyszło. Mogę tylko za to podziękować losowi. Być może odkryłem w sobie jakiś nieznany mi wcześniej talent, ale nie mnie to oceniać.

Zmieniłbyś coś w swoich początkach?

Gdybym mógł wybrać, wolałbym od razu rozpocząć pracę w agencji. Polecam to wszystkim, którzy chcą wejść do branży, tym bardziej że teraz Grupa TENSE daje taką możliwość. Powodów jest wiele, ale według mnie najważniejsze jest to, że cały czas uczysz się od osób, które zlecają i sprawdzają Twoje teksty. Tacy specjaliści mają większą wiedzę od „świeżaków”, więc pomagają w szlifowaniu warsztatu. Nie popadasz wtedy w samozachwyt, nie tworzysz sobie bańki. Ktoś faktycznie weryfikuje to, co napisałeś – i językowo, i technicznie pod SEO – a nie tylko klient, który patrzy na treści subiektywnie. Podoba się albo nie. Do zmiany – „bo tak”. Wtedy brakuje konkretów.

W pracy copywritera liczy się konstruktywna krytyka.

Jak trafiłeś na ofertę współpracy z Grupą TENSE?

Natknąłem się na nią zupełnie przypadkowo. Po prostu zauważyłem ogłoszenie na jakimś portalu. Kiedyś zawód informatyka mimo wszystko nie otwierał tylu drzwi, co teraz – zostałem serwisantem drukarek i tonerów. Jak się później okazało, trafiłem w wyjątkowo dziwne miejsce… Zwolniłem się stamtąd dość szybko, więc miałem coraz więcej czasu na przyjmowanie zadań na teksty. Dlatego w sumie to było chyba jedyne przełomowe wydarzenie, biorąc pod uwagę mój zawodowy rozwój.

Kropla drąży skałę?

Oj tak. Okazało się, że chyba nie jestem najgorszy w tym, co robię, bo w Grupie TENSE dostawałem coraz poważniejsze zlecenia i wyższe stawki. Zaangażowałem się na tyle mocno, że od tamtej pory przestałem już traktować copywriting jako pracę dodatkową. Zostałem z Wami na dobre i jestem też Korektorem tekstów SEO.

Masz duże doświadczenie – piszesz już około 13 lat. Jak się zmieniał Twój styl? Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Nie ukrywam, że często popełniałem błędy, ale dość szybko się na nich uczyłem. Chyba największym wyzwaniem było – po prostu lub aż – opanowanie zasad poprawnego pisania. Wielu moich znajomych dziwi się, że można zajmować się copywritingiem bez rozległej wiedzy polonistycznej. W końcu – jak wiesz, jestem informatykiem. Czyli najlepszym przykładem tego, że można, jeśli tylko ma się odrobinę chęci do nauki i podnoszenia kompetencji.

Czyli w szkole wolałeś układy równań od rozprawek?

Przyznam Ci się szczerze, że język polski zawsze był dla mnie najbardziej znienawidzonym przedmiotem szkolnym. Na pisemnej maturze z niego dosłownie się prześlizgnąłem. Miałem 33% albo 34%. A od 30% było zaliczenie…

Jednak zostałeś Copywriterem i mogę Cię teraz zapytać o to, co najbardziej zmieniło się według Ciebie w copywritingu, odkąd zacząłeś pracować w branży?

Jest jedna rzecz, za którą zdecydowanie nie tęsknię. To teksty synonimiczne… Ich pisanie było katorgą!

Mógłbyś przybliżyć, czym były teksty synonimiczne? Pewnie wiele osób nie ma pojęcia, jak wyglądały takie opisy. W marketingu to już prehistoria.

Głównym założeniem treści synonimicznych było to, żeby z jednego tekstu dało się wygenerować nawet kilkadziesiąt innych, ale w tej samej tematyce. Ich przygotowanie zaczynało się standardowo, bo od opisania konkretnego tematu z wykorzystaniem słów kluczowych.

Sama nazwa wskazuje, że musiałeś bazować na synonimach.

Dokładnie. I też z nimi wiąże się najgorsza część – dodawanie wyrazów bliskoznacznych. Do poszczególnych słów w bazowym tekście trzeba było dopisać jak najwięcej synonimów. Zależność była prosta. Im więcej Copywriter wymyślił kombinacji, tym więcej generowało się opisów. Wyobrażasz sobie, jaką plątaniną liter i znaków było takie zlecenie? Męczyłem się z tym niemiłosiernie, ale nawet nie chcę myśleć, co przeżywali wtedy korektorzy…

Pewnie niektórych tekstów nie dało się czytać?

Tak! Choćbyś nie wiem, jak bardzo się starał, nie miałeś pewności, że któryś z wygenerowanych opisów nie straci na spójności. Przez to Copywriter był traktowany trochę jak maszyna, a nie jak ktoś, kto faktycznie może mieć wpływ na komunikaty trafiające do klienta. Nie było w tym wszystkim ani trochę kreatywności, wyłącznie suchy automatyzm.

Śledząc trendy w copywritingu, można bardzo łatwo zobaczyć, jak wiele się zmieniło na przestrzeni lat w samym podejściu do tworzenia treści. Teksty pisane były dla robotów, nie dla ludzi.

Faktycznie jeszcze niedawno mniej istotne było to, co zawarte jest w tekstach, a priorytetem były frazy kluczowe. Absolutnie nie dziwi mnie to, że Google zaczęło intensywnie pracować nad swoimi algorytmami. Zmianą, którą najbardziej dostrzegam, jest wyższa jakość, a co za tym idzie – wzrost oczekiwań klientów. Uważam to za ogromny plus.

Praca copywritera stała się ciekawsza.

Nastał koniec ery lania wody?

W większości przypadków zdecydowanie trzeba dawać z siebie więcej. Mnie się to podoba. Obecnie, gdy piszę, cały czas uczę się czegoś nowego. Najpierw muszę dużo poczytać na konkretny temat, weryfikować znalezione źródła. Dzięki temu Copywriterzy też są bardziej doceniani – także finansowo. Stawki poszły w górę. Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że copywriting może być głównym źródłem dochodu, bo czuję to na własnej skórze. Tak w ogóle to zawsze byłem bardzo ciekawy świata, więc pod tym kątem znalazłem pracę idealną. Wiedza, którą zdobywam, wiele razy przydała mi się w życiu prywatnym.

Czy mimo tego miewasz dni, w których chętnie zmieliłbyś zawód? Myślisz wtedy, że gdyby nie copywriting, to…

Faktycznie zdarzają się momenty, w których nagle ucieka energia i człowiekowi nie chce się nawet siadać do komputera. Myślę, że spokojnie mogę nazwać ten stan chwilą zwątpienia we własne siły. Najczęściej dzieje się tak, gdy jest dużo pracy i taki stan utrzymuje się to przez dłuższy czas. Jednak nie przypominam sobie, żeby wtedy pojawiały się u mnie myśli o zmianie zawodu. Nigdy z powodu copywritingu nie miałem ochoty spakować się i wyjechać w Bieszczady, jak to się często mówi.

Jak więc sobie radzisz w tych chwilach zwątpienia? Twój sposób na trudne brak weny?

Wyłączenie monitora na pół godziny i posłuchanie dobrej muzyki – nie znam lepszej recepty na brak weny. Ulubione kawałki zawsze mnie uspokajają i pozytywnie nastrajają do życia. Jednocześnie staram się traktować siebie nieco ulgowo w takim gorszym dniu. Skupiam się wtedy tylko na najpilniejszych zleceniach. Gdy je skończę, zazwyczaj już nie wracam do pracy. To urok home office, o którym ostatnio tyle się mówi. Resztę czasu poświęcam swoim pasjom, czyli jeżdżeniu na rowerze i „dłubaniu” przy samochodzie. Mechanika samochodowa też mnie kręci.

Tym razem zapytam już o przyszłość. Myślisz, że teksty będą odgrywały jeszcze większą rolę w doświadczeniach użytkownika na stronie internetowej i pozycjonowaniu?

Uważam, że znaczenie, jakie w pozycjonowaniu ma dobrej jakości content, będzie tylko wzrastać. Dodaje się tylko kolejne wytyczne, które z założenia mają określać, czy strona jest przyjazna użytkownikowi, czy też nie. To trochę tak, jakby zaprojektować samochód z wyjątkowo ergonomicznym wnętrzem, a zapomnieć o zamontowaniu w nim silnika. W przypadku copywritingu tym silnikiem są teksty, bez których strona po prostu nie może istnieć. Copywriter musi być więc elastyczny, potrafić dopasować się do dynamicznie zmieniających się trendów i czynników.

Kto jednak może się nazwać prawdziwym Copywriterem? Jest według Ciebie coś takiego?

Ugryzę to pytanie z innej strony. Jeśli chcesz utrzymać się z pisania, więc być Copywriterem, naucz się samodyscypliny i dobrej organizacji czasu. Dlatego uważam, że trzeba chłodno patrzeć na swoje zaplecze finansowe. W domu jest mnóstwo rzeczy, które próbują Cię odciągnąć od pracy. Jeśli ulegniesz tym pokusom, szybko zaczniesz zawalać terminy. Teksty się nawarstwią, zlecający będą Cię ponaglać. Efekt? Pogłębiający się stres, który jest Twoim największym wrogiem. Copywriter to po prostu odpowiedzialny człowiek – tak bym to zdefiniował.

O czym najbardziej nie lubisz pisać? A jeśli jednak się taki temat trafi, jakie masz sposoby na to, żeby się przemóc?

Zdecydowanie najbardziej nie lubię pisać tekstów związanych z branżą… erotyczną. Czuję się wtedy niekomfortowo i praca przestaje mi sprawiać przyjemność. Taki paradoks. Unikam też tekstów związanych z branżą chemiczną, ale to chyba efekt drobnego urazu do tego przedmiotu z czasów szkolnych.

W Grupie TENSE oprócz bycia Copywriterem, jesteś też Korektorem SEO. Jak udaje Ci się łączyć te dwie role?

Wbrew pozorom – da się! To fajne obowiązki. Dużym plusem jest wyrozumiałość całego Zespołu Content Marketingu. Gdy mam więcej pracy jako Korektor, po prostu dostaję mniej rzeczy do pisania albo terminy są dłuższe. Elastyczność przy współpracy jest dla mnie kluczowa. Dodatkowo to też bardzo miły awans – zdecydowanie można czuć się docenionym.

A co jest dla Ciebie w tym najtrudniejsze?

Stałe utrzymywanie skupienia na wysokim poziomie. Masz do przeczytania kilkadziesiąt tysięcy znaków. Zwracasz uwagę na styl, szukasz błędów, weryfikujesz frazy, sprawdzasz poprawność formatowania… Niestety z każdą kolejną godziną staje się to coraz trudniejsze. Ale ma się z tego dużą satysfakcję.

Dla chcącego nic trudnego

W trzeciej części cyklu przybliżę historię Marcina, który po wieloletnich „przebojach” na etacie, postawił wszystko na jedną kartę i rozkręcił swój copywriterski biznes. Stay tuned!

 

 

Artykuł Ci się spodobał? Udostępnij!