O początkach  TENSE, drodze od „preclowania” do konfigurowania kampanii Ads i o tym, że czasem warto mocno uderzyć w bęben opowiada Krzysztof Bezulski, Specjalista ds. marketingu i zdobywca Honorowego Oscara na urodzinowej Gali Grupy TENSE. Krzysztof jest w Grupie TENSE od 10 lat i pamięta, jak to się wszystko zaczęło…

Określasz siebie mianem „weteran TENSE”. Pamiętasz swoje początki na placu boju?

Początek był bardzo prozaiczny. Na jednym z portali trafiłem na ogłoszenie zamieszczone przez Szefa. Praca zdalna, pół etatu, bardzo dobra znajomość Internetu, obsługa Worda i Excella oraz lekkie pióro. Dokładnie to, czego szukałem w tamtym momencie.

I tak zacząłem swoją przygodę z marketingiem internetowym – katalogowałem, „preclowałem”, pisałem optymalizacje na witryny klientów, zapełniałem strony pierwszego „zaplecza”. Szef pozyskiwał klientów, dbał o pozytywne relacje, rekrutował pracowników i nieustannie szukał narzędzi poprawiających efektywność naszej pracy.

Wspólnie uczyliśmy się branży i szukaliśmy Świętego Graala pozycjonowania. Z tym, że ja uczyłem się od zera – zaczynając od pisania tekstów do pressell pages.

Od znajomości Worda do pozycjonowania i konfiguracji kampanii Google droga jest jednak długa.

Dużo czasu i energii poświęcaliśmy na pozycjonowanie stron twojinstalator.pl oraz nieistniejącego już silverjewellery.pl. Były to nasze poligony doświadczalne, na których testowaliśmy nowe pomysły i metody pozycjonowania. Jednym z pierwszych moich klientów był supertłumacz.pl. Trudna branża i relatywnie wysokie budżety sprawiły, że właśnie pracę dla tego klienta uznaję za prawdziwe i poważne wejście w Google AdWords.

Można powiedzieć, że uczyliśmy się i rośliśmy razem z branżą. Nasze początki na pewno były partyzanckie i toporne, ale cała branża po części taka wtedy była. A i algorytm Google nie był tak zaawansowany. To, co kiedyś w branży SEO działało, dziś pewnie byłoby receptą na szybką katastrofę. Zmieniły się narzędzia i pojawiły nowe rozwiązania ułatwiające i automatyzujące sporą cześć pracy, którą 10 lat temu musieliśmy robić ręcznie.

Pamiętasz najbardziej nietypowego klienta albo najdziwniejszą kampanię, którą konfigurowałeś?

Dużych zaskoczeń i zdziwień w pracy nie pamiętam, ale być może wynika to z tego, że moja odporność na dziwne sytuacje przez te wszystkie lata wzrosła. Na pewno fakt, że pracuję zdalnie, ogranicza mój kontakt z klientem, a nie oszukujmy się – to klienci są źródłem największych zaskoczeń (tutaj moje głębokie wyraz uznania dla wszystkich pracowników działu POK i Handlowego).

Pracujesz w branży dziesięć lat. Mówiąc wprost – nie narzekasz na rutynę?

Zmienność branży oraz fakt, że zawsze czegoś nowego trzeba się uczyć, nie pozwalają się nudzić. Do tego są też klienci którzy dbają, aby nasze życie było odpowiednio urozmaicone. Oczywiście nie każde zadanie w pracy wywoływało u mnie stan euforyczny. Mam cichą nadzieję, że nigdy już nie będę weryfikować ręcznie pozycji naszych klientów w monitoringach…

Opowiedz trochę o sobie. Co robisz w wolnym czasie, jak się relaksujesz?

Cóż tu o sobie napisać… Nie jestem już najmłodszy, co ma swoje plusy, bo ominęło mnie członkostwo w Klubie 27. Wszedłem natomiast w wiek chrystusowy, więc niebezpieczeństwo dalej nie jest do końca zażegnane (śmiech).

Mam sporo zainteresowań, dość różnych zresztą. W zimę lubię posklejać papierowe modele (nie najlepiej, ale jako tako), co jest pokłosiem mojego zainteresowania historią (rok nawet studiowałem na tym kierunku).

Dla relaksu „gram” na perkusji, a przynajmniej próbuję – bo dobrze jest czasem j…ć w bęben. Ostatnio sporo jeżdżę na rowerze szosowym, czym zaraziła mnie nasza nieodżałowana koleżanka – Aga Mielcarek. Za sobą mam też kilka, w miarę udanych, prób warzenia piwa domowego. Polecam to jako znakomite hobby łączące przyjemne z pożytecznym.

Ostatnie pytanie – przejdziesz na „ty” z Szefem?

Myślę, że czas najwyższy 😊

 

Krzysztof Bezulski – poszukiwania Graala SEO #TENSEpuls
5 (100%) z 1 głosów
Artykuł Ci się spodobał? Udostępnij!