Na pokładzie Grupy TENSE pojawił się jako jeden z pierwszych. I choć przez dziewięć lat pracował zdalnie, firma rosła i rozwijała się na jego oczach. Teraz może obserwować to z siedziby TENSE w Poznaniu. O tym, jakie to uczucie rozpocząć starą pracę na nowo, rozmawiamy z Adamem Skrzypkiem, Ekspertem SEO w Grupie TENSE.

 

Po dziewięciu latach pracy z domu postanowiłeś pojawić się w biurze i pracować z „centrali”. Wiązało się to dla Ciebie także z przeprowadzką do Poznania. Jak oceniasz ten ruch, było warto?

Tak, mimo że mój dom rodzinny jest oddalony o 270 km od Poznania, nie żałuję decyzji o przeprowadzce. Teraz, gdy muszę wyjść z mieszkania, przemieścić się do biura, wrócić, a po drodze jeszcze zrobić zakupy, dzień staje się zdecydowanie pełniejszy. Dużo więcej się dzieje, czas płynie szybciej, a dom jest miejscem, które służy do odpoczynku – nie pracy.

Przyznaję, że pierwsze tygodnie były trudne przede wszystkim pod kątem organizacji czasu. Musiałem pogodzić pracę, urządzanie się, zakupy, ale co najważniejsze poznać okolicę i odnaleźć w nowym miejscu. Na szczęście cały proces przeszedł względnie bezboleśnie i po około 2-3 tygodniach zacząłem czuć się jak u siebie. Co prawda nadal poznaje miasto, ale z tygodnia na tydzień czuję się bardziej swojsko. Mam już nawet za sobą swój pierwszy mandat. (śmiech)

Na pewno miałeś własne wyobrażanie o pracy w firmie, na miejscu. Czy pokryło się ono z rzeczywistością?

Trudno mi mówić o jakichkolwiek wyobrażeniach, bo tak naprawdę nie nastawiałem się na nic. Czasami przyjeżdżałem na spotkania w firmie, więc obyłem się już z panującą tu atmosferą i to właśnie ona była jednym z elementów, który działał na mnie mobilizująco i zachęcająco do przeprowadzki. W praktyce wygląda to tak, że każdy skupia się na swoich zadaniach, ale co jakiś czas wymieniamy się poglądami lub krótkimi życiowymi anegdotami i tym samym wyjątkowo skutecznie rozładowujemy atmosferę, nawet tę najbardziej gęstą. W biurze pracuje około stu ludzi, więc mimo tych czterech miesięcy pracy na miejscu nadal wiele twarzy pozostaje mi obca. Mimo to myślę, że całkiem dobrze mi idzie, bowiem większość ludzi kojarzę już chociaż z twarzy.

Adam Skrzypek Grupa TENSE

 

Czy jest coś, co denerwuje Cię  w pracy w biurze? Nie możesz się do czegoś przyzwyczaić?

Jedyne, co mi na początku przeszkadzało i z czym musiałem się oswoić to fakt, że wokół mnie dużo się dzieje, ale nie powinienem się na tym skupiać, tylko zająć swoją pracą. (śmiech) Eksperci konsultują się między sobą, ktoś wpada do pokoju i chce o coś zapytać Piotra, Michała czy Pawła i moja uwaga jest przy tym zupełnie niepotrzebna. Musiałem zatem nauczyć „wyłączać” się i skupiać na pracy, jednocześnie bez angażowania się we wszystkie rozmowy, które dzieją się obok mnie. Nadal mam jeszcze z tym drobny problem, ale w momentach, gdy muszę się szczególnie skupić, pomagają mi słuchawki i ulubiona muzyka w tle. Repertuar zależy od humoru, nastroju i tego, na co mam akurat ochotę. Zazwyczaj wybieram Miuosha, klasyki polskiego rapu, Łzy, coś energetycznego z gatunku muzyki elektronicznej lub klasyczny rock. Totalny misz-masz, w zależności od tego, co mi danego dnia w duszy gra.

Jak zareagowałeś na informację, że zgodnie z zaleceniami firmy, wszyscy musimy teraz pracować zdalnie do odwołania? Poczułeś się „jak w domu” czy przyzwyczaiłeś się już do pracy w biurze?

Szczerze mówiąc na początku byłem trochę niezadowolony, bo dopiero trzy miesiące temu zadomowiłem się w Poznaniu na dobre i przestawiłem z home office na pracę w biurze. I nagle dowiaduję się, że muszę wracać do starych, dziewięcioletnich, utartych schematów. Plusem tej całej sytuacji wydawał się fakt, że umiem pracować zdalnie i nie powinienem mieć problemu z odnalezieniem w tej „nowej starej” sytuacji. Wróciłem więc do rodzinnego domu, żeby stamtąd pracować. Nie było to jednak tak łatwe, jak sądziłem. Pracowałem sam, zewsząd docierały komunikaty o rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Tęskniłem za codziennym „cześć” oraz widokiem tych wszystkich zarażających uśmiechem na „dzień dobry” twarzy, które powodują, że chce i może się więcej. Wróciłem więc do Poznania, gdzie wraz ze współlokatorem codziennie rano zasiadamy do komputerów i tu zdecydowanie łatwiej mi wczuć się w atmosferę pracy i się na niej skupić.

Masz doświadczenie w obu sposobach pracy, jaki jest dla Ciebie lepszy?

Zdecydowanie jestem zwolennikiem pracy w biurze. Teraz już wiem, że na dłuższą metę praca zdalna może powodować u mnie spadek wydajności i nadzwyczajną potrzebę nadrobienia kontaktu z ludźmi. Niewiele osób jest w stanie to zrozumieć, ale po całym dniu pracy w odosobnieniu, wieczorem najzwyczajniej w świecie chce się nadrobić czas z ludźmi. Ci jednak, którzy pracują w biurze, najczęściej wolą odpoczywać w ciszy, więc często dochodzi do konfliktu interesów, nad którym trzeba pracować. Według mojej opinii najlepszą formą pracy jest praca w firmie z możliwością home office.

Czy przez dziewięć lat pracy zdalnej miałeś chwile kryzysu, chciałeś zrezygnować? A jeśli tak, co przekonało Cię, żeby zostać?

Chwile kryzysu zdarzają się chyba każdemu. Gdy kumulują się natłok obowiązków, stresujące sytuacje na danym etapie życia czy problemy osobiste, człowiek ma ochotę wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady albo zostać Ninja. Grunt to ochłonąć i zastanowić się, co jest powodem złego samopoczucia. Czy jest to rzeczywiście praca czy gonitwa myśli, problemy osobiste albo po prostu zmęczenie. Czy chciałem zrezygnować? Nie. Obserwuję,  jak firma się rozwija i rośnie, i widzę w tym wszystkim cząstkę siebie. Dodaje mi to skrzydeł, cieszy. Jak mógłbym zejść z pokładu statku, który zanim wypłynął na szerokie wody, był budowany także przeze mnie?

Artykuł Ci się spodobał? Udostępnij!